Nie sam a samotny. Dlaczego relacje się sypią?.

Żyjemy w czasach, w których dostęp do kontaktu z innymi ludźmi jest nieograniczony. Wideo rozmowy możemy prowadzić z każdego miejsca na świecie, ale czy tak na prawdę odczuwamy satysfakcje z naszych relacji międzyludzkich? Sama w swoim życiu miałam etap, gdy pomimo wielu znajomych odczuwałam ogromną samotność. Jakby nikt nigdy nie był w stanie mnie zrozumieć i odczuć mojego wewnętrznego stanu. W takich momentach nie jesteśmy w stanie się z nikim komunikować i zwierzać. Zwyczajnie odczuwamy samotność i pustkę wewnątrz naszego serca. Inną odmianą samotności jest samotność bycia w związku. Bycie parą wymaga ogromnej pracy obojga osób, aby cokolwiek z tego wyszło. Sama przeszłam przez ogromne rozczarowanie w moim życiu i gdy przemyślałam,dlaczego tak było doszłam do kilku wniosków:

  1. „Nagły atak… paniki”
    Paniczny lęk przed byciem samemu. No tak, skoro wszyscy mają kogoś to ja też przecież muszę. Chcesz (chyba najbardziej sobie) udowodnić, że bycie z kimś w relacji romantycznej będzie tym co zapełni moją wewnętrzną pustkę. A tak nie jest, ponieważ Twoja wewnętrzna pustka szuka podobieństwa. Szuka drugiej pustki. Spróbuj znaleźć czemu masz tę pustą dziurę w serduchu. Kto Cię kiedyś od siebie odsuną? Rodzic? Najlepszy przyjaciel? Chłopak/dziewczyna w której byłeś zakochany/zakochana? Szukaj i analizuj siebie. Gdy znajdziesz odpowiedź, zastanów się jaka to była dla Ciebie lekcja. Nie dlaczego ktoś się tak zachował. Na innych nie masz wpływu.
  2. „Człowiek rzepa”
    Kurczowe trzymanie się relacji, która jest toksyczna. Pomimo nie bycia szczęśliwym z drugą osobą, w dalszym ciągu tkwimy z nimi w dziwny teatrze udawania. Chcemy, aby nasze prawdziwe emocje nigdy nie wyszły na jaw. Jest wiele przyczyn dlaczego tak robimy. Boimy się o nasz status materialny tzw. czy sobie poradzę sam/sama, co powie rodzina, jestem z nim/nią bo nikt inny mnie nie zechce itp. itd. I tak tkwimy i nasza pustka serca się coraz bardziej pogłębia, aż trafiamy na moment w którym nie odnosimy się do siebie z szacunkiem należnym drugiej osobie. Nie mówimy sobie nawet dzień dobry. Czy tak to powinno wyglądać? Jak myślisz?
  3. „Przecież nie jest tak źle.”
    On nie pije i nie bije. Ona się przecież zajmuje mną i dziećmi…. ale czy tak na prawdę to nie jest tylko uciekanie od rzeczywistości? Ty wolisz zostać dłużej w pracy, aby z nią nie musieć gadać… no bo czym… znowu o dzieciach i rachunkach? Ty chcesz się znowu czuć, że Twoja kobieta jest kimś więcej niż Twoją własną matką, opiekującą się Tobą i całą resztą. A gdzie te szaleńcze szybkie numerki i inne głupoty, które robiliście wcześniej. Ty być chciała, aby on na Ciebie spojrzał jak na tę dziewczynę w krótkiej spódniczce, która przechodziła obok w centrum handlowym, ale wstydzisz się swojego ciała, które po 1,2,3 porodzie już wymaga raczej szpachli i liftingu. Chcesz, żeby znowu miał więcej sił i robił głupie żarty, zabrał Cię gdzieś i nie był ciągle zmęczony. A mimo to milczysz i cierpisz w ciszy jak na prawdziwą, żonę i matkę przystało. Dlaczego się chowasz? Dlaczego z nim nie porozmawiasz?
  4. „Nie kocham Cię, ale się przydajesz”
    Jesteś z tym kimś, ponieważ jest Ci wygodnie. Nie musi być to nic prawdziwego. Tobie jest ok. Masz dzięki tej dziewczynie/chłopakowi korzystną sytuację, życiową. Niekoniecznie masz złote krany i kopę kasy, ale ta druga osoba zrobi dla Ciebie wszystko, więc po co masz się wysilać. Lecz niestety ta osoba też ma swój limit i kiedyś pęknie, a jej pomoc się skończy. Gorzej, bo pęknięte serce już się męczy w czymś co miało być piękne, a po zawiązaniu węzełka się okazało, że jest do kitu…. Nie czujesz swojego cierpienia?? Ile jeszcze będziesz znosić to jak się czujesz?
  5. „Małe gesty”
    Mówią, że rutyna zabija i brak randek. Ale to nie prawda. Potrzebujemy mieć jakąś część naszego życia w ogarnięciu skoro chaos panuje wszędzie indziej. Dom ma być ostoją, gdzie wracasz po wojnie z życiem. Tylko, że zapominamy co jest paliwem naszych domów. Całus w policzek, przytulenie kogoś, obijanie się wspólnie na sofie (przecież jak jeden raz nie umyjesz naczyń to Cię nie zaatakują ze zlewu ;), a pranie nie wybiegnie z kosza w kształcie człowieka i nie zacznie atakować rodziny używając szczotki do kibla… ), wojna na łaskotki/poduszki, zapomnieliśmy, że jako dorośli potrzebujemy się bawić i upraszczać sobie naszą codzienność. Nawet miłe słowo z rana do drugiej osoby może zdziałać więcej niz najlepsze antydepresanty.

Przeżywamy okres rozpadu ogromnej ilości małżeństw i związków. Ludzie nie chcą już spędzić ze sobą życia, a romantyzm umiera na rzecz szybkich numerków i miliona randek liczonych w postaci tablicy wyników kto więcej, kto lepiej, kto piękniej. A wszystkie swoje podboje i romantyczne kolacje od razu wystawiamy na widok publiczny przez media społecznościowe. Przyczyną tego stanu naszych serc jest wmówione nam myślenie bajkowo/ księżniczkowo/ hollywoodzkie. Naszprycowani jesteśmy romantycznymi filmami, w których dziewczyny nie puszczają bąków, a co dopiero pomyśleć o robieniu kupy. Osz zgrozo!!

Natomiast mężczyzna musi być niedostępnym emocjonalnie dupkiem, albo typem ciepłej kluski. Nie może się ujawnić z tym co czuje, bo to nie jest męskie. Przyjaźń zawsze jest taka idealna i nie ma kłótni. A przyjaciel zawsze chętnie Cię wysłucha, bo nie ma swoich problemów tylko czeka na Twój telefon. Pokazują nam związki w których zawsze wszystko kończy się dobrze i miłość rozkwita. NIE!! Życie jest często do kitu! Masz dosyć i nawet jeśli jesteś w szczęśliwej relacji (czego z całego serca życzę) to masz czasem taki dzień, że ukochana osoba lub przyjaciel Cię wnerwia. Nie ma motylków i bąbelków, głębokich rozmyślań nad samym sobą i analizy tego jak kogoś potraktowaliśmy. Masz zły dzień i niech się wszyscy odwalą… No bo takie jest życie.

Związek/relacja to suma wzlotów i upadków. Jedynym wynikiem w relacji (niekoniecznie partnerskiej) jaki się liczy to ile razy się wzajemnie podniesiemy i jak daleko zajdziemy razem.

„Samemu idzie się szybciej, ale wspólnie zajdzie się dalej.” Nie wiem gdzie usłyszałam, ten tekst, ale bardzo mi się podoba. Nieważne czy jesteś z kimś w związku czy obecnie jesteś singlem, budowanie przyjaźni też wymaga pracy. Przyjaźń umiera zupełnie tak samo jak romantyzm. Dbajmy o ludzi dookoła. Ty też jesteś człowiekiem, o którego masz dbać. Jak Ty będziesz się czuć dobrze możesz wesprzeć przyjaciela.

Spotykamy się z kimś na przysłowiową kawę, a nie mamy kompletnie na to ochoty lub nawet nie lubimy tego człowieka. Bo wypada…. wypada to liczba w totolotka, a nie zachowanie.

Nawet największy Guru nie jest w stanie zrobić za Ciebie choćby pojedynczego kroku więc, zajrzyj w swoje emocje i zastanów się dlaczego pewne rzeczy wracają, czemu spotykasz w relacjach takie same (lub bardzo podobne osoby). Co życie chce Ci powiedzieć przez powtarzające się schematy? W co one uderzają najbardziej? Najpiękniejsza relacja to nasze wewnętrzne rozumienie siebie i akceptacja. To nie jest proste, o nie… Gdy weźmiesz lustro i spojrzysz na siebie na swoje emocje i zachowania wcale nie chcesz widzieć tego, że kogoś skrzywdziłeś, że byłeś wredny/a. Wolimy się postawić w roli ofiary mówiąc, że to tamta osoba wzbudziła w nas takie czy inne reakcje…. a gówno prawda. Szukasz wymówki. Zrobiłeś komuś przykrość, bo ludzie lubią czasem komuś przypieprzyć, tak dla samego puszczenia pary złości. Nawet bycie niemiłym dla kogoś w sklepie pokazujemy nasze ciemne oblicze. I potem „ta baba w sklepie była taka wredna” oczywiście to jej wina… Nie Twój wybór jak się zachowałeś…. To ona weszła do Twojej głowy i kazała Ci się tak zachować (niezłe musiała mieć moce nadprzyrodzone). W relacjach też się wzajemnie obwiniamy i zwalamy winę na tę drugą osobę. Zrób wewnętrzny rachunek sumienia i sprawdź ile razy Twoje zachowania były w porządku. Myśl o tym co mówisz i jak mówisz, aby komuś bliskiemu (lub obcemu)

nie zrobić przykrości. Przeproś to przecież Ci nogi nie urwie. Popełnisz wiele błędów i potkniesz się mnóstwo razy, to oczywiste, ale nigdy się nie poddawaj. Bądź codziennie nie lepszym (lepsza to się może zrobić pogoda), ale coraz bardziej świadomym siebie człowiekiem. Jak poznasz siebie reszta drogi będzie łatwiejsza….

Pozdrawiam
Muszka 🙂